Fundacja ormiańska KZKO
Aktualności
  • Dodano: 2016-12-02

     

    Muzeum Dialogu Kultur w Kielcach -  oddział Muzeum Narodowego w Kielcach zaprasza 6 grudnia 2016 roku na wernisaż wystawy „Warsztat ormiański – kunszt detalu”.
    Tym milsza jest to dla mnie wiadomość, że w Muzeum pojawia się tematyka ormiańska, gdyż to właśnie mój dziadek GRZEGORZ AXENTOWICZ od 1936 roku stał na czele Komitetu Wykonawczego Budowy Muzeum Świętokrzyskiego w Kielcach. W maju 1939 roku Rada Miejska podjęła decyzję o bezpłatnym przekazaniu placu na folwarku Psiarnia dla Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego pod budowę Muzeum Świętokrzyskiego. Plany budowy muzeum przerwał wybuch II wojny światowej.
    INFORMACJA o wystawie:
    Przedmioty, które Ormianie przywozili ze Wschodu lub wytwarzali w Polsce, są wysokiej próby. To głównie dzięki ich działalności mówimy o orientalizacji kultury polskiej w dobie nowożytnej. Ekspozycja stawia sobie za cel ukazanie przykładów sztuki i rzemiosła ormiańskiego, z akcentem na detal i jego oryginalność. Dotyczy to zarówno iluminatorstwa ksiąg i piśmiennictwa w ormiańskim alfabecie, ornamentyki chaczkarów – krzyży kamiennych, wzornictwa tkanin oraz zdobnictwa broni. W motywach stosowanych przez Ormian dopatrujemy się wzorców mających źródła w Armenii, Persji czy starożytnych kulturach Bliskiego Wschodu. To bogaty świat symboli i sztuki, która oddziaływała również na kulturę polską.
    Wystawa będzie oparta na zbiorach własnych oraz użyczonych. Zaprezentowana zostanie broń biała wytwarzana w warsztatach Ormian lwowskich, pasy kontuszowe z podwarszawskiej manufaktury Paschalisa Jakubowicza, przedmioty liturgiczne, kobierce oraz księgi – także takie, które nie były wcześniej eksponowane w muzeach.
    Ekspozycja będzie prezentowana do 12 marca 2017 roku.

    Muzeum Dialogu Kultur w Kielcach -  oddział Muzeum Narodowego w Kielcach, zaprasza 6 grudnia 2016 roku na wernisaż wystawy „Warsztat ormiański – kunszt detalu”.

    Tym milsza jest to dla mnie wiadomość, że w Muzeum pojawia się tematyka ormiańska, gdyż to właśnie mój dziadek GRZEGORZ AXENTOWICZ od 1936 roku stał na czele Komitetu Wykonawczego Budowy Muzeum Świętokrzyskiego w Kielcach. W maju 1939 roku Rada Miejska podjęła decyzję o bezpłatnym przekazaniu placu na folwarku Psiarnia dla Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego pod budowę Muzeum Świętokrzyskiego. Plany budowy muzeum przerwał wybuch II wojny światowej.

    INFORMACJA o wystawie:

    Przedmioty, które Ormianie przywozili ze Wschodu lub wytwarzali w Polsce, są wysokiej próby. To głównie dzięki ich działalności mówimy o orientalizacji kultury polskiej w dobie nowożytnej. Ekspozycja stawia sobie za cel ukazanie przykładów sztuki i rzemiosła ormiańskiego, z akcentem na detal i jego oryginalność. Dotyczy to zarówno iluminatorstwa ksiąg i piśmiennictwa w ormiańskim alfabecie, ornamentyki chaczkarów – krzyży kamiennych, wzornictwa tkanin oraz zdobnictwa broni. W motywach stosowanych przez Ormian dopatrujemy się wzorców mających źródła w Armenii, Persji czy starożytnych kulturach Bliskiego Wschodu. To bogaty świat symboli i sztuki, która oddziaływała również na kulturę polską.

    Wystawa będzie oparta na zbiorach własnych oraz użyczonych. Zaprezentowana zostanie broń biała wytwarzana w warsztatach Ormian lwowskich, pasy kontuszowe z podwarszawskiej manufaktury Paschalisa Jakubowicza, przedmioty liturgiczne, kobierce oraz księgi – także takie, które nie były wcześniej eksponowane w muzeach.

    Ekspozycja będzie prezentowana do 12 marca 2017 roku.

  • Dodano: 2016-12-01

     

    Fundacja Armenian Foundation zaprasza 19 grudnia o godz. 18:00 na spotkanie z ks.prof Józefem Naumowiczem autorem książki "Narodziny Bożego Narodzenia".
    Mamy nadzieję, że ks. Profesor przekaże nam nieco szczegółow o nieprawdopodobnej historii narodzin Bożego Narodzenia
    Czy pierwsi chrześcijanie świętowali Boże Narodzenie?
    Dlaczego urodziny Jezusa obchodzimy akurat 25 grudnia?
    Czy ta data rzeczywiście ma pogańskie korzenie?
    Odpowiedzi na te i inne pytania mogą zaskoczyć. 
    Ksiądz Profesor Józef Naumowicz, uznany specjalista zajmujący się wczesnym chrześcijaństwem, opowiada o narodzinach Bożego Narodzenia. Odwołując się do starożytnych tekstów źródłowych, wyjaśnia wszystkie nieporozumienia związane z jednymi z największych chrześcijańskich świąt. 
    Radość Bożego Narodzenia jest doświadczeniem nie tylko tych, którzy wierzą w Jezusa. Przepiękne obrzędy, w których bierzemy udział, wpisane są w tradycję naszego kraju. Teraz po raz pierwszy możemy poznać często sensacyjne wydarzenia, które sprawiły, że obchody tych świąt otrzymały znaną nam dziś formę. 
    Ks. prof. Naumowicz, jako pierwszy naukowiec na świecie ustalił, że pierwsze uroczyste obchody Bożego Narodzenia miały miejsce po wybudowaniu bazyliki Narodzenia Pańskiego w Betlejem, w IV wieku. Nie były one związane z zastąpieniem żadnych wcześniejszych świąt pogańskich, jak dotychczas powszechnie sądzono. Swe tezy znany patrolog z UKSW prezentuje w książce: "Narodziny Bożego Narodzenia"
    Ksiądz Profesor pełni funkcję duszpasterza ormiańsko katolickiej parafii centralnej w Warszawie pw. św. Grzegorza z Nareku 
    ZAPRASZAMY 
    info: wydawnictwoznak.pl

    Fundacja Armenian Foundation zaprasza 19 grudnia o godz. 18:00 na spotkanie z ks.prof Józefem Naumowiczem autorem książki "Narodziny Bożego Narodzenia". Mamy nadzieję, że ks. Profesor przekaże nam nieco szczegółow o nieprawdopodobnej historii narodzin Bożego Narodzenia.

  • Dodano: 2016-11-30

     

    Niezależne Zrzeszenie Studentów Uniwersytetu Warszawskiego ma przyjemność zaprosić na pierwsze w tym roku wydarzenie w ramach projektu „Spotkania z…”, podczas którego ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski- polski Ormianin, działacz charytatywny, historyk, poeta, wyjaśni wiele kwestii związanych z wpływem kultury ormiańskiej na kulturę Polską
    Spotkanie odbędzie się 5 grudnia o godz. 17:00 w Sali nr 200 w budynku Samorządu Studentów Uniwersytetu Warszawskiego, przy ul. Krakowskie Przedmieście 26/28.

    Niezależne Zrzeszenie Studentów Uniwersytetu Warszawskiego ma przyjemność zaprosić na pierwsze w tym roku wydarzenie w ramach projektu „Spotkania z…”, podczas którego ks. Tadeusz Isakowicz- Zaleski - polski Ormianin, działacz charytatywny, historyk, poeta, wyjaśni wiele kwestii związanych z wpływem kultury ormiańskiej na kulturę polską.

  • Dodano: 2016-11-25

     

    Fundacja Instytut Prawa Wschodniego im. Gabriela Szerszeniewicza serdecznie zaprasza na spotkanie z Ambasadorem Nadzwyczajnym i Pełnomocnym Republiki Armenii w Polsce p. Edgarem Ghazaryanem.
    W czasie spotkania zostaną poruszona kwestie uwarunkowań i roli Republiki Armenii w Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, a także relacji polsko-armeńskich.
    Spotkanie odbędzie się na Wydziale Prawa i Adaministracji Uniwersytetu Warszawskiego przy ulicy Lipowej 4 w sali 1.4 o godz. 20:00. 
    Osoby zainteresowane uczestnictwem w spotkaniu prosimy o wysłanie wiadomości potwierdzającej swoje przybycie na adres: kontakt@ipw.com.pl
    Pomoc w organizacji spotkania zapewnia Koło Naukowe Prawa i Ustroju Państw Wschodnich oraz Koło Naukowe Dyplomacji i Prawa Uniwersytetu Warszawskiego.

    Fundacja Instytut Prawa Wschodniego im. Gabriela Szerszeniewicza serdecznie zaprasza na spotkanie z Ambasadorem Nadzwyczajnym i Pełnomocnym Republiki Armenii w Polsce p. Edgarem Ghazaryanem. W czasie spotkania zostaną poruszone kwestie uwarunkowań i roli Republiki Armenii w Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej, Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, a także relacji polsko-armeńskich.

    Spotkanie odbędzie się na Wydziale Prawa i Adaministracji Uniwersytetu Warszawskiego przy ulicy Lipowej 4 w sali 1.4 o godz. 20:00. 

    Osoby zainteresowane uczestnictwem w spotkaniu prosimy o wysłanie wiadomości potwierdzającej swoje przybycie na adres: kontakt@ipw.com.pl Pomoc w organizacji spotkania zapewnia Koło Naukowe Prawa i Ustroju Państw Wschodnich oraz Koło Naukowe Dyplomacji i Prawa Uniwersytetu Warszawskiego.

  • Dodano: 2016-11-13

     

    *Tosia nad Czeremoszem*
    Pani Tosiu, proszę opowiedzieć. I Pani Tosia opowiadała nam jak to w Kutach było. W tej ostatniej polskiej miejscowości na dawnej granicy z Rumunią. W Kutach, nazywanych stolicą polskich Ormian. I ona, Antonina Łazarowicz, też pochodziła z rodziny ormiańskiej.
    Kiedy nastąpił koniec tamtego świata Tosia Łazarowicz była małą dziewczynką. Ale pamiętała sporo rzeczy z innego życia i z czasów "granicznych". Nic jeszcze nie wiedziała o polityce, kiedy prezydent Mościcki, premier Składkowski, marszałek Rydz i tylu innych przekraczało most na Czeremoszu. Nie wiedziała o Niemcach, ani o Sowietach. 
    Kilka dni potem, kiedy rozległy się strzały i krzyki od strony kościoła ormiańskiego, pobiegła tam z innymi dziećmi. Zastrzelony polski żołnierz leżał na naczepie ciężarówki, krew rozlewała się tworząc plamę na mundurze i płóciennych workach z chlebem na które się osunął. Tadeusz Dołęga-Mostowicz wiózł chleb dla żołnierzy z piekarni położonej między kościołami polskim i ormiańskim. Strzelali sowieccy żołnierze. Tosia nie wiedziała kim jest Dołęga. I o Znachorze czy profesorze Wilczurze też jeszcze nie słyszała. Ale zapamiętała, kto robił trumnę dla pisarza, który wraz z całym krajem odszedł na drugi brzeg.
    Potem było tylko gorzej. A piekło nastało kiedy po zwykłych Ormian czy Polaków przyszli ich ukraińscy sąsiedzi. Kiedyś poszłyśmy w kierunku Starych Kut i pani Tosia pokazała mi, gdzie stał dom doktor Buzathowej. Zamordowano ją wraz z dziećmi. Ukraińska służąca błagała, aby oddano jej chociaż dzieci. Ale nikt jej nie słuchał. To chyba z jej relacji wiadomo było, że doktor była przygotowana na tę podróż – spokojnie powtarzała: „dzieci, idziemy do tatusia”. 
    Opowieści pani Tosi były nie tylko tragiczne, choć tych o końcu świata było najwięcej. Strasznie chciała, żeby ktoś oprócz niej pamiętał i mówił. Ale nikogo już prawie w Kutach nie było. W kilku domach do których mnie zabierała były same schorowane i stareńkie panie. I wtedy okazało się, że Tosia w Kutach jest ostatnia. 
    Niczego nie potrzebowała, to co dostawała w prezencie od razu oddawała rodzinie. I Karty Polaka też nie chciała, bo całe życie była Polką bez jakiejś karty.
    Dolegały jej różne choroby, ale kiedy czuła się lepiej prowadziła gości na spacer po Kutach. Opowiadała, gdzie kto mieszkał, i o studni przy której straszyło, i historię świąteczną z duchami z kościoła („ale o tym lepiej byś nie mówiła, bo trochę wstyd rozpowiadać takie opowieści”). I śpiewała, bo dużo pieśni pamiętała. Z Tosią można było iść do takiego domu w Kutach (znowu ostatniego), gdzie jej koleżanka, choć nie była Ormianką, ale Ukrainką robiła chorut na gandżabur. Małe chorutowe stożki przygotowane z mielonej natki pietruszki i zsiadłego mleka, ulepione z mielonej masy. Należało je wysuszyć i zetrzeć do ormiańskiego rosołu (gandżaburu). Chorut („daj więcej, - mówi do sąsiadki Tosia, – nie żałuj”) wiozłam potem troskliwie dalej, żeby przekazać jak skarb tym, których rodziny też kiedyś w Kutach mieszkały…
    Do pani Tosi zdarzało mi się przyprowadzić autokar ludzi, żeby opowiedziała o Kutach, których nie ma. Cały autokar ludzi mógł pomieścić jej mały domek, a ona chciała nas wszystkich ugościć, bo miała dużo orzechów z jesieni. Do Pani Tosi chodziło się z Martą i Niną. Potem zaprowadziłam tam Michała, który nie wiadomo dlaczego właśnie wczoraj wspominał panią Tosię i ormiańską kolędę, którą mu śpiewała. 
    A dzisiaj na stronie Fundacji Ormiańskiej jest informacja, że pani Tosia nie żyje. To znaczy, że kolejny świat się skończył. Cały kucki świat. Tosia zmarła, a Kuty będą już tylko zapyziałą mieściną z górą Owidiusza,zniszczonymi willami, pamiątkami po Ormianach, ogromnym kirkutem i resztką mostu. 
    I nikt już nie opowie jak było w gospodzie ormiańskiej przed wojną 1939… tekst:Beata Kost 

    *Tosia nad Czeremoszem*

    Pani Tosiu, proszę opowiedzieć. I Pani Tosia opowiadała nam jak to w Kutach było. W tej ostatniej polskiej miejscowości na dawnej granicy z Rumunią. W Kutach, nazywanych stolicą polskich Ormian. I ona, Antonina Łazarowicz, też pochodziła z rodziny ormiańskiej.

    Kiedy nastąpił koniec tamtego świata Tosia Łazarowicz była małą dziewczynką. Ale pamiętała sporo rzeczy z innego życia i z czasów "granicznych". Nic jeszcze nie wiedziała o polityce, kiedy prezydent Mościcki, premier Składkowski, marszałek Rydz i tylu innych przekraczało most na Czeremoszu. Nie wiedziała o Niemcach, ani o Sowietach. 

    Kilka dni potem, kiedy rozległy się strzały i krzyki od strony kościoła ormiańskiego, pobiegła tam z innymi dziećmi. Zastrzelony polski żołnierz leżał na naczepie ciężarówki, krew rozlewała się tworząc plamę na mundurze i płóciennych workach z chlebem na które się osunął. Tadeusz Dołęga-Mostowicz wiózł chleb dla żołnierzy z piekarni położonej między kościołami polskim i ormiańskim. Strzelali sowieccy żołnierze. Tosia nie wiedziała kim jest Dołęga. I o Znachorze czy profesorze Wilczurze też jeszcze nie słyszała. Ale zapamiętała, kto robił trumnę dla pisarza, który wraz z całym krajem odszedł na drugi brzeg.

    Potem było tylko gorzej. A piekło nastało kiedy po zwykłych Ormian czy Polaków przyszli ich ukraińscy sąsiedzi. Kiedyś poszłyśmy w kierunku Starych Kut i pani Tosia pokazała mi, gdzie stał dom doktor Buzathowej. Zamordowano ją wraz z dziećmi. Ukraińska służąca błagała, aby oddano jej chociaż dzieci. Ale nikt jej nie słuchał. To chyba z jej relacji wiadomo było, że doktor była przygotowana na tę podróż – spokojnie powtarzała: „dzieci, idziemy do tatusia”. 

    Opowieści pani Tosi były nie tylko tragiczne, choć tych o końcu świata było najwięcej. Strasznie chciała, żeby ktoś oprócz niej pamiętał i mówił. Ale nikogo już prawie w Kutach nie było. W kilku domach do których mnie zabierała były same schorowane i stareńkie panie. I wtedy okazało się, że Tosia w Kutach jest ostatnia. 

    Niczego nie potrzebowała, to co dostawała w prezencie od razu oddawała rodzinie. I Karty Polaka też nie chciała, bo całe życie była Polką bez jakiejś karty.

    Dolegały jej różne choroby, ale kiedy czuła się lepiej prowadziła gości na spacer po Kutach. Opowiadała, gdzie kto mieszkał, i o studni przy której straszyło, i historię świąteczną z duchami z kościoła („ale o tym lepiej byś nie mówiła, bo trochę wstyd rozpowiadać takie opowieści”). I śpiewała, bo dużo pieśni pamiętała. Z Tosią można było iść do takiego domu w Kutach (znowu ostatniego), gdzie jej koleżanka, choć nie była Ormianką, ale Ukrainką robiła chorut na gandżabur. Małe chorutowe stożki przygotowane z mielonej natki pietruszki i zsiadłego mleka, ulepione z mielonej masy. Należało je wysuszyć i zetrzeć do ormiańskiego rosołu (gandżaburu). Chorut („daj więcej, - mówi do sąsiadki Tosia, – nie żałuj”) wiozłam potem troskliwie dalej, żeby przekazać jak skarb tym, których rodziny też kiedyś w Kutach mieszkały…

    Do pani Tosi zdarzało mi się przyprowadzić autokar ludzi, żeby opowiedziała o Kutach, których nie ma. Cały autokar ludzi mógł pomieścić jej mały domek, a ona chciała nas wszystkich ugościć, bo miała dużo orzechów z jesieni. Do Pani Tosi chodziło się z Martą i Niną. Potem zaprowadziłam tam Michała, który nie wiadomo dlaczego właśnie wczoraj wspominał panią Tosię i ormiańską kolędę, którą mu śpiewała. 

    A dzisiaj na stronie Fundacji Ormiańskiej jest informacja, że pani Tosia nie żyje. To znaczy, że kolejny świat się skończył. Cały kucki świat. Tosia zmarła, a Kuty będą już tylko zapyziałą mieściną z górą Owidiusza,zniszczonymi willami, pamiątkami po Ormianach, ogromnym kirkutem i resztką mostu. 

    I nikt już nie opowie jak było w gospodzie ormiańskiej przed wojną 1939…

    tekst:Beata Kost 

     

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 | Następna
sponsorzy i partnerzy:
Materiały publikowane na stronie są własnością Fundacji Armenian Foundation
Kopiowanie bez zgody Fundacji jest zabronione.