WAHE POGHOSJAN: kilka słów od tłumacza

WAHE POGHOSJAN – urodził się w 1944 roku w Erywaniu. Debiutował jako prozaik mając 22 lata. Należy do wyjątkowo ciekawych powojennych pisarzy ormiańskich. Jest przede wszystkim wyśmienitym autorem krótkich nowel, prozatorskich miniatur, które w ogóle stanowią specialité de la maison  nowożytnej literatury ormiańskiej – również w diasporze, czego dobitnym przykładem jest chociażby twórczość Williama Saroyana. Zdając sobie sprawę z wciąż jeszcze bardzo małej znajomości literatury kraju, nie bez  kozery zwanego kolebką cywilizacji, chciałbym nieco ułatwić zadanie zarówno sobie, jak i polskim Czytelnikom, przybliżając pisarstwo Poghosjana przy pomocy analogii, które wszakże już z istoty swojej muszą być ułomne.

Otóż, poza niewątpliwym nawiązaniem do bogatych tradycji nowelistyki ojczystej, zobaczyć tu można – jak w nowelach Czechowa – swego rodzaju lakoniczny prozatorski zapis ludzkiego dramatu, który rozgrywa się niekiedy w bardzo krótkim czasie, co potęguje napięcie psychologiczne. Jego bohaterowie, niczym postacie z książek Camusa, przedstawiani są – każdy na swoją miarę – w sytuacjach granicznych, ekstremalnych, dokonując nieoczekiwanych wyborów, które mogą stanowić niekiedy o ich życiu i śmierci, a przede wszystkim o ich godności i człowieczeństwie. Charakterystyczne są już same tytuły wielu utworów: Sąd, Gra, Pościg, Pojedynek. Tylko dwa krótkie utwory Poghosjana  – w moim przekładzie – zostały opublikowane w Polsce w latach osiemdziesiątych: Śnieg jest ciepły (w tygodniku „Nowa Wieś”) oraz Bajka o niedźwiadku Czocharku (w „Świerszczyku”), która weszła teraz do zbioru Szkatułka z bajkami. W twórczości Poghosjana Szkatułka z bajkami to jedyna książka dedykowana dzieciom. Jak sądzę, napisał ją w pierwszym rzędzie dla swoich córek, których imiona znajdujemy tu we wstępie pod sympatycznym tytułem Bajka o tym, jak narodziły się te bajki. Czy to rzeczywiście bajka?... Nie – to metaforyczne, a zarazem dość przejrzyste, również dla umysłu dziecka, wyjaśnienie tego, co uczeni nazywają „procesem twórczym”. No dobrze – a czy pozostałe utwory ze Szkatułki są bajkami? Oczywiście. Są tu mówiące zwierzęta, następują niezwykłe przemiany. Ale nie są to bajki magiczne – nie ma zaklęć, czarów, tajemnych mocy. Jak przystało na spadkobiercę wspaniałej starożytnej tradycji kulturowej Armenii, która stworzyła nawet własną mitologię, łączy tu autor dwie zasady. Z jednej strony – alegoryczne (upostaciowane przez zwierzęta) typy postaw życiowych, które ocenia zarówno samo życie (fabuła utworu), ale także same postacie, zwłaszcza personifikujący mądrość życiową żółw. Z drugiej strony – mitologiczne objaśnienie: jak powstało to czy tamto, na przykład, skąd się wzięły bure i białe niedźwiedzie, dlaczego jeż ma kolce, wiewiórka kitę, a słoń trąbę; coś w rodzaju żartobliwego przedstawienia mechanizmów ewolucji.
I jeszcze jedno, dość naturalne pytanie. Czy jest w tych bajkach – w ich treści – coś specyficznie ormiańskiego? Wydaje mi się, że tak. Żaden inny naród – poza narodem żydowskim – w tak wielkim stopniu, jak ormiański, nie był skazany na ustawiczne szukanie odpowiedzi na pytanie o tożsamość, o duchowe i materialne przetrwanie i jego koszty. Jeżeli pod takim kątem spojrzymy na te zabawne opowiastki, to zapewne uda się nam to zauważyć. 
Miałem szczęście poznać Poghosjana osobiście  w Erywaniu, on zaś odwiedził mnie w Warszawie. Pośród moich licznych ormiańskich znajomych – Wahe, jako człowiek i jako pisarz, był i pozostaje dla mnie  osobą szczególnie bliską: Przyjacielem.
Kilka lat temu pod wpływem bezlitosnej choroby pisarz doznał porażenia układu nerwowego. Nie może pisać, a nawet mówić.
Jednak mówią wciąż jego mądre książki, z których możemy uczyć się prawości, godności, męstwa, a – co dziś szczególnie ważne –  wrażliwości na ból odczuwany przez ludzi bezbronnych i marginalizowanych oraz potrzeby reagowania na dotykającą ich niesprawiedliwość.

Jerzy Szokalski

 


SZKATUŁKA Z BAJKAMI - fragment książki ormiańskiej, przekład Jerzego Szokalskiego

BAJKA O TYM, JAK NARODZIŁY SIĘ TE BAJKI

– Tato, a czy ty wiesz, gdzie mieszkają bajki? – zapytała Lilitka.

– W książkach! – pośpiesznie, żeby tata jej nie uprzedził, odpowiedziała starsza o trzy lata Zarine.
– Nie… – powiedziała Lilitka. – Ja się pytam, gdzie bajki mieszkają   na  początku.
Dziecko wlepiło swoje wielkie i błyszczące oczy w ojca i czekało, co na to odpowie.
– Mówisz, na początku?... – zapytał tata. – Na początku czego?...
– Ja pytam, gdzie te bajki mieszkają, zanim jeszcze powchodzą do książek.
– Same tam nie wchodzą, tylko ludzie je wymyślają – znowu wyprzedziła ojca Zarine. – Prawda, tato?
– Nie, to nie jest prawda – powiedział ojciec. Zanim ludzie je wymyślą, bajki żyją same dla siebie...
– A widzisz! – uradowała się Lilitka. W naszym domu też sobie mieszkają, prawda, tato?
– Tak – powiedział ojciec. – Oczywiście, że w naszym domu też mieszkają.
– W naszym domu? A gdzie? – spytała z niedowierzaniem Zarine.
Ojciec rozejrzał się dookoła i jego wzrok zatrzymał się na siedzącej na dywanie dwuletniej Anuszik, która bawiła się starodawną szkatułką mamy.
– O, w takiej szkatułce sobie mieszkają.
Dziewczynki zerwały się z miejsca, otworzyły szkatułkę i, zawiedzione, popatrzyły na ojca.
– No i co?... Nic tutaj nie ma!
– No, bo w ciągu dnia one wędrują sobie po górach i lasach, kąpią się w rzekach i jeziorach, fruwają w powietrzu i dolatują do słońca… Dopiero późną nocą wracają i układają się do snu w tym pudełeczku – powiedział tata. Za chwilę wstał, spojrzał na zegarek i popędził do pracy.
Dzieci cały dzień nie wypuszczały szkatułki z rąk, nawet gdy przyszła noc, za żadne skarby nie chciały pójść spać i wytrwale czekały, aż bajki powrócą do domu.
– Co wy wyprawiacie? – denerwowała się mama. – Chyba nie będziecie tak siedziały do rana!... Idź, powiedz im, że to było tylko tak na niby, że to wszystko sam wymyśliłeś.
– Połóżcie się spać – powiedział tata, zaglądając do ich pokoju.– Bajki i tak nie wracają do domu, dopóki wszystkie dzieci nie usną.
Dziewczynki, zaskoczone i rozżalone, patrzyły na ojca.
– No, już dobrze… – powiedział. – Zaśnijcie teraz, a kiedy one wrócą, to ja siądę do pisania, a jutro wam poczytam.
Tej nocy ojciec napisał bajkę o ogonie wiewiórki i słoniowej trąbie.
– To o tej naszej wiewiórce i naszym słoniu? – pytały dzieci, pokazując na swoje zabawki.
Tata kiwnął głową.
– To świetnie! – uradowały się dziewczynki. – A bajek o innych zabawkach nie było?...
– Są, o wszystkich – powiedział tata. – O wszystkich: i o tej myszce, opartej o ścianę, i o tym żółtym cielątku z wielką głową, i o tych misiach… Ale trzeba te bajki odszukać w pudełeczku i zabrać się do pisania.
Dziewczynki tak bardzo nalegały, że tata poświęcił siedem nieprzespanych nocy i napisał siedem bajek, i każdego dnia rano czytał je dzieciom. Nie było nic nadzwyczajnego w tym, że napisał bajki, bo przecież każdy może wytężyć wyobraźnię i stworzyć bajkę. Niezwykłe było coś innego: te bajki naprawdę już były, mieszkały w tej szkatułce, a w nocy wychodziły z niej i wspinały się na biurko, po czym rozsypywały się (czy też – rozlewały) na białych, czystych kartkach papieru. Ojciec dziewczynek tylko ponumerował te wypełnione bajkami stronice, żeby mu się podczas porannego czytania nie myliły.
I to są właśnie te bajki.


Od koordynatora konferencji „Ormiański sąsiad": ...i to są właśnie te bajki, które rozdamy w ramach naszej kampanii.

 

 

Najmłodsza z bohaterek "bajki" o powstaniu bajek Poghosjana: jego córka Anuszik; tutaj w wieku już nieco starszym niż w książce – może pięcioletnia…

sponsorzy i partnerzy:
Materiały publikowane na stronie są własnością Fundacji Ormiańskiej KZKO
Kopiowanie bez zgody Fundacji jest zabronione.